Wiele się dzieje, lecz nie po wszystkim zostaje ślad.
Miałam obiecany nowy komputer. No, ale kryzys k. jego mać.
Kolega ma. A ja co? Mam czekać na obniżkę dolara.
Wiele się dzieje, lecz nie po wszystkim zostaje ślad.
Miałam obiecany nowy komputer. No, ale kryzys k. jego mać.
Kolega ma. A ja co? Mam czekać na obniżkę dolara.
Wiele się zmienia, codziennie coś, więc i blog na tym cierpi. Ale kwiatki gromadzę w pamięci by opisać je dla potomnych.
“Komputer mi się zepsuł” – wypadła wtyczka zasilająca (miniaki tak mają)
Tydzień czasu minął.
“Komputer mi się zepsuł” – sprawdziłaś wtyczki?
“eeeee – już działa”
Za tydzień znowu zadzwoni.
Przesyłałam reklamy do drukarni. Nie ja ją oczywiście przygotowywałam, tylko jakieś studio z Warszafki. Po sprawdzeniu nie grało mi tam parę rzeczy, więc przesyłali kolejny raz, potem jeszcze poprawiali format, potem jeszcze pasery i kolorory dodatkowe, tak, że łącznie przesyłali coś z 5 razy. Od maili spuchła już moja skrzynka. Miałam dość, więc wysłałam wreszczie do drukarni. Lecz dla czystego sumienia zadzwoniłam od razu.
Czy mogą sprawdzić?
Mogą.
Po pół godzinie potwierdzam. Świetnie. Wszystko ok.
O 16 wysłałam resztę stron i pytam jeszcze raz. Z 13 stroną gra?
Pewnie. Super.
Na drugi dzień dzwonią, że coś źle, lecz z czymś zupełnie innym. Ale 13 jest w porządku? (Znienawidzą mnie w tej drukarni, ale wolę to niż dzwonić do debili z tego studia)
Tak. Nawet kartka wisi, że mają uważać na 13 stronę.
Minęła dwunasta, zaczęli drukować. I co?
Eeeeee. Strona 13 jest źle……
Poprawcie….
Jak tu nie wierzyć w pechową 13?

Przyszła nowa szafka, tylko 150 kg, drobiazg. Trzeba było w sobotę przyjść, ale warto było. Przez parę godzin uczestniczyłam w przekładaniu, przepinaniu, okablowywaniu i co tam jeszcze było trzeba. Zarobiłam parę kabli, powtykałam w odpowiednie dziurki i niespodzianka. Wszystko działa.
Szafa jest śliczna. Cała czarna, przywodzi mi na myśl kamień z Kaaby. Wszystkie serwerki leżą równiutko. Jednym przyciskiem KVMa przełączam monitor i klawiaturę i oglądam serwerki .
Wreszcie porządek

Nowe komputery w księgowości. Wszystko działało, programy się przeniosły, super.
Ale po pewnym czasie jeden przestał się łączyć z programem księgowym na serwerze.
“Sesja zdalna została rozłączona ponieważ nie można uaktualnić lub odrzucić licencji dos†ępu klienta do komputera lokalnego”
Do szału mnie to doprowadza.
Jak rok temu pytał szef na jakie chcemy iść szkolenia zaznaczyłam też “Usługi terminalowe.
Oczywiście na żadne szkolenia kasy nie było…
A teraz co mam zrobić? Poradzić sobie, oczywiście.
Więc radzę sobie.
Internet przegrzebany, sterty papierów na biurku, ze strony suportu Microsoftu w szczególności.
Większość z tego to mogłabym zabrać wiadomo gdzie, ale papier jest powlekany, więc się nie nadaje.
“Typ zdarzenia: Zdarzenie informacyjne
Źródło: okno podręczne aplikacji”
I w ten deseń 10 kartek.
A po wekendzie lasia do pracy wraca.
Z tego co wyczytałam na początku jest wystawiana licencja tymczasowa, która wygasa po losowym terminie.
Super.
To znaczy, że po kolei padać będą wszystkie kompy w dziale.
Nie będzie wypłaty, jak nie zaksięgują!
Tetą zarządza zewnętrzna firma. Zadzwonię, może poradzą coś.
No, pewnie…
“Brakuje licencji Microsoft, problem jest u was”
Jakbym nie wiedziała.
Więc może Microsoft?
Pani miła bardzo. Przysłała mi spis tego co mamy kupione. Licencje w ilości 15 sztuk na serwer i 15 sztuk na użytkowników.
Znaczy legalni jesteśmy, tylko nie działa.
“A techniczna pomoc to proszę numer”
0800.. .. ..
Świetnie, tylko z telefonu nie działa, mamy obcięte na cetrali.
Na komórce w ogóle nie hula.
Dobra, udało się zadzwonić z sekretariatu.
Po przebrnięciu przez automaty 1 pani, przekierowała na automaty, pan.
“To proszę usiąść przy serwerze”
No, nie bardzo, bo jestem w sekretariacie.
Dobra mam inny numer.
Ale zapowiada się jakieś aktywowanie licencji. Jak mam tak przechodzić przez wszystkie 15 kompów to dziękuję.
Może jest prostsza metoda?
Hmmm……
Wiem! Użyję swoich wdzięków.
Firma od programu się wypieła, ale jest taki gościu, co tu czasem przychodzi, opiekuje się bazą danych tego programu księgowego.
Może coś wie i pomoże?
Przyszedł, usiadł przed kompem. No i co?
!!!!####@@@@!!!
Po prostu działa.
Dobre wibracje to podstawa.
Wiem teraz wszystko.
Licencje mogą być na użytkownika lub na urządzenie. U nas są na urządzenenie. Nadawane są na jakiś czas +- 3 miesiące. Po tym czasie serwer sobie spradza, czy liczba urządzeń się nie zmieniła. Gdy wymienia się komputery serwer trzyma sobie w pamięci te stare komputery dopuki nie wygasną ich licencje. A nowy może licencji nie dostać, mimo, że poprzedni rdzewieje gdzieś na złomie.
Rozwiązaniem jest zmiana daty na serwerze. Sprawi ona, że stare i niepotrzebne licencje wygasną, i zrobi się miejsce na nowe komputerki, które otrzymają świeżutkie licencje na 3 miechy.
Wtedy zmieniamy datę na obecną i wszystko działa.
Dziękuję Panie Michale!
Piękne słowa. Już prawie rozumiem. Ciągle jeszcze jednak coś nie działa tak jak powinno.
Uczę się ostatnio o perle. Odpowiedni język dla kobiety 
Największym problemem jest nazwa dla robocika. Bocik działa, ale przeczytałam, że w dobrym tonie jest przedstawić się serwerowi przed wysysaniem zawartości. A jak tu maleństwo nazwać?
Roboczo był to rodendron, lecz chciałabym coś innego. Wytargałam ze starego mieszkania “Wielki leksykon Bóstw” lecz ciągle wertuję. Coś znajdę na pewno.
Bywa czasem taki okres, gdy czas biegnie zbyt szybko.
To właśnie minęło.
Kolega znalazł inną robotę, drugi właśnie się rozmnożył i był na urlopie, trzeci właściwie ciągle siedzi w drugiej firmie. A ja biedna co?
Jak to co – za dużo roboty.
Ale spoko. Już jest młody któremu się jeszcze chce, i powoli wszystko zostało uporządkowane.
Zainstalowałam tylko ok. 20 pecetów i 5 maków, powoli porządkuję też papiery.
I o tych papierach właśnie chciałam napisać.
Wszystko co mamy zapisane jest w kilku plikach. W pierwszej kolumnie numer, w drugiej miejsce, np. “Księgowość - Iza”.
Lecz nie wszystkie opisy są tak trywialne. Można spotkać tam prawdziwe kwiatki.
“Komputer pojechał do Wisły” – dobrze, że nie wrzucony… ale i tak nikt nie wie, kto go tam zawoził, po co, i gdzie jest. Nasza firma nic w Wiśle nie ma, więc nie wyjaśnię tajemnicy po 5 latach i kilku zmianach na stanowiskach.
“U Lali Prezesa” – To przynajmniej jasne. Lalę widziałam, no, tak lala. Sama prezesowi montowałam kamerę, by ją sobie oglądał i gadał przez Skeypa.
“Zgubiony podczas przeprowadzki” – Pytam kiedy była przeprowadzka. A…. To 2001 rok chyba był… Laptop? No coś tam było… No zginął…
Dobra. Ale brakuje jeszcze kilku lapsów i pudeł. Ciężko będzie się połapać.
Co tam, dam radę. Mam remanent zrobić do końca roku…
Będzie trochę braków…
Przy okazji wymiany czegoś zainteresowałam się szybko migającymi literkami na ekranie.
Miła operatorka wytłumaczyła mi, że jest to generator krzyżówek, wybierasz słownik, ilość słów i jeszcze parę parametrów i tworzy wirówki, krzyżówki i panoramy. Świetny wynalazek.
- A wydrukujesz mi jedną?
-Eeeeee… No nie da się. Zobacz, przepisuję wszystko z monitora….
Patrzę. Rzeczywiście. Linijka po linijce literki spływają z rączek na papier. To tylko 15-20 minut na jedną.
Hmmm…
Program pisany w Paskalu jeszcze, uruchamia się pod DOSem. Nie bardzo może znaleść sieciową drukarkę.
A może zapiasać plik, i wydrukować później?
Jak nie, jak tak!
Jak gdzieś czytałam, lenistwo jest źródłem postępu. Ta pani była zbyt leniwa, by się nie męczyć przez ostatnie lata.

Nie, to nie jest zdjęcie z tej sytuacji.
-PRZYJDZ SZYBKO!!! KOMPUTER PISZCZY I ZARAZ WYBUCHNIE!!!
Siła spokoju. Wyłącz z gniazdka, zaraz przyjdę.
-JA SIĘ BOJĘ, ZARAZ WYBUCHNIE, PALI SIĘ!!!
No, co zrobić. Idę. Przed pokojem grupka rozpanikowanych kobiet. Boją się wejść 
Oczywiście nic już nie piszczy lecz spalenizną trochę śmierdzi.
Monitor zdechł.
Wymieniłam.
Ale gdyby coś się dzało, to przecież wyłączenie z prądu załatwiło by sprawę.
Miesiąc wcześniej poszedł dym z monitora w księgowości.
Kobiety też były przestraszone, lecz przytomnie wyłączyły z gniazdek monitor, komputer, kalkulator i czajnik.
To jest odpowiedzialne podejście, a nie tylko szalona panika.
Sobota jest miłym dniem. Zupełna beztroska i lenistwo należy się każdemu po ciężkim tygodniu.
Lubię po obiadku przespać się chwilę, jak mówią: “Pół godzinki dla słoninki” .
Niestety ledwo położyłam głowę na poduszkę, wyrywa mnie dzwonek.
-Bo ty zakładałaś mi maila tydzień temu, a dziś przyjeżdzam do biura, a mi nie działa.
Podstawowe pytania: zresetowałeś, dobrze wpisałeś hasło, co nie działa…
Jak mi się nie chce walczyć w sobotę….
Dobra, nie jesteś pewien hasła. Zresetuję. Tu masz nowe hasło.
-I co, już działa?
- Nie, nic nie ściąga.
- Hmmm….. Zalogowałam się na skrzynkę.
- Nie ściąga maili, bo nie masz żadnych maili.
Aaaaaaaaa….. No, nie pomyślałem….
Mogłam zacząć od wysłania czegoś na próbę, ale wszystko i tak robiłam prawie przez sen…
Migawki z opieki nad stadkiem komputerów